czwartek, 6 października 2016

Zerwanie negocjacji ws. zakupu śmigłowców Caracal - komentarz

Rząd ogłosił, że zostały zerwane negocjacje ws. zakupu śmigłowców Caracal. Nie mogę przejść wobec tego faktu obojętnie i dlatego zdecydowałem się na komentarz w tej sprawie. 

Co oznacza brak zakupu Caracali? Dla Brygady Lotnictwa Marynarki Wojennej RP jest to bardzo poważny problem. Sytuacja sprzętowa tej jednostki jest dramatyczna i w najbliższych latach jeszcze bardziej się pogorszy. Przetarg został rozstrzygnięty i wygrała oferta Airbus Helicopters w postaci śmigłowca H225 Caracal. Maszyny tego typu, wbrew opiniom pseudoekspertów są nowoczesnymi konstrukcjami, które znajdują swoich nabywców. Rzekomo wygórowana cena jest adekwatna do zdolności jakie posiadają. 

Umierającym lotnictwem morskim nie zajmą się politycy a partie polityczne nie przeprowadzą żadnej dużej kampanii medialno-społecznej. Wstążek ani koszulek nikt nie będzie nosić a na portalach społecznościowych nie będzie praktycznie żadnego poruszenia. Niewielkie grono będzie dyskutowało o spadku zdolności ZOP i SAR. Tymczasem lotnicy morscy i personel techniczny będą musieli do granic możliwości eksploatować Mi-14, zamiast przeszkalać się na nowoczesny sprzęt. Mimo tego zawsze będą gotowi nieść pomoc na Bałtyku.

Warto też wspomnieć o czynniku ludzkim. Niepewność dalszej służby i przyszłości w BLMW sprawi, że zaczną odchodzić doświadczone załogi i technicy. Ich bezcenne doświadczenie nie zostanie już przekazane nowemu pokoleniu lotników morskich. Służba w szeregach BLMW nie będzie atrakcyjna dla młodych pokoleń. Sprawnych maszyn coraz mniej, perspektywy na zmiany praktycznie żadne. 

Nowy przetarg szybko nie przyniesie skutków. Stracono wiele lat, których nie da się już odzyskać.  

Mi-14
Caracale miały w pierwszej kolejności zastąpić Mi-14 w zadaniach zwalczania okrętów podwodnych (ZOP) i ratownictwa na morzu (SAR).
Mi-14PŁ - głównym zadaniem tej maszyny jest poszukiwanie i zwalczanie okrętów podwodnych. Brak śmigłowców ZOP bazowania lądowego oznacza gigantyczne osłabienie zdolności ZOP operujących wzdłuż polskiego wybrzeża morskiego. Okręty podwodne przeciwnika będą mogły swobodnie działać na Bałtyku.
Pozostają przecież jeszcze siły okrętowe. Ale ORP Kaszub i ORP Gen. T. Kościuszko nie będą w stanie wypełnić luki jaka pozostanie po Mi-14PŁ.


Wraz z kończącymi się resursami taki widok będzie coraz rzadszy. Nie da się w nieskończoność przesuwać wycofania Mi-14PŁ. Jest to nie dość, że nieodpowiedzialne to jeszcze niebezpieczne dla załóg wykonujących rutynowe loty. Według założeń do 2021 roku trzeba będzie wycofać wszystkie maszyny tego typu. Z BLMW odejdą doświadczeni piloci i personel bo przecież nie będą siedzieć w Darłówku i grać w przysłowiowe karty. Specjalisty nie da się wyszkolić w kilka miesięcy a brakującego doświadczenia od starszej kadry, zastąpić wiedzą z podręcznika.

Mi-14PŁ\R
Drugą wersją Mi-14 jest maszyna przystosowana do działań SAR. Wszystkie śmigłowce Mi-14PS zostały już wycofane, ale zastąpiono je doraźnie przebudowanymi maszynami ZOP. Pałery w zawrotnej ilości dwóch sztuk (1009, 1012) stanowią obecnie jedyne duże maszyny SAR w BLMW. W przypadku długotrwałych poszukiwań na morzu ich długotrwałość działań jest gigantyczną zaletą. Tak samo jeżeli dojdzie do dużej katastrofy na Bałtyku. Co wówczas? Przepisy międzynarodowe zobowiązują Polskę do zapewnienia zdolności SAR w polskiej strefie odpowiedzialności. W specjalnych przypadkach Polacy mogą wspomóc w działaniu Niemców, Szwedów czy nawet Rosjan. Brak takiej pomocy będzie oznaczał kompromitację na arenie międzynarodowej.




No dobrze, ale przecież pozostają Anakondy. One również mogą prowadzić działania SAR. Przecież od lat to robią więc w czym problem?

Oznaczenia akcji ratowniczych z udziałem śmigłowców Anakonda. Jak ktoś posiada książkę Polski Samolot i Barwa 1943-2016 autorstwa Roberta Gretzyngiera może na stronie 210 znajdzie identyczne zdjęcie tylko podpisane - Michał Szafraniec. Zostało ono wykorzystane bez mojej zgody i w wydaniu II nie znajdzie się ponownie.
Można podać mnóstwo danych dotyczących akcji z udziałem śmigłowców ratowniczych BLMW. Niestety nie do każdego to dociera i łatwo jest podjąć decyzję o anulowaniu zakupu Caracali.


Anakonda nie posiada aż takich zdolności do działań ratowniczych jak Mi-14 czy anulowany Caracal. Maszyna ta może zostać użyta do poszukiwań kitesurfera na Zatoce Puckiej czy ratowaniu chorego z promu na Zatoce Gdańskiej. Ale ponownie w przypadku czegoś większego lub w dalszej odległości mogą wystąpić problemy. Załoga będzie zmuszona podjąć decyzję kogo najpierw uratujemy.




Modernizacja W-3T do standardu Anakondy jest gigantycznie opóźniona. Wykonawca nie potrafi się wywiązać z kontraktu przez co BLMW posiada tylko jedną maszynę Anakonda na dyżurze. Jeden śmigłowiec na całe polskie wybrzeże! Dodatkowo producent W-3 chyba nie jest zainteresowany wspieraniem eksploatacji rodziny W-3.
Po wycofaniu Mi-14 zadania SAR spadną na Anakondy. Będzie mógł je wspomóc pojedynczy śmigłowiec z MOSG. To zbyt mało żeby wypełnić lukę po wycofanych Mi-14 i anulowanych Caracalach.
Eurocopterów Lotniczego Pogotowia Ratunkowego nie będzie można użyć w działaniach nad wodą. Nie są do tego przystosowane a także ich załogi nie zostały do tego przeszkolone. Aby wyszkolić załogę do działania nad Bałtykiem trzeba przynajmniej trzech lat. A do tego dochodzą jeszcze przeglądy techniczne maszyn i ich remonty.
Całość działań lotniczego ZOP spadnie na cztery śmigłowce Kaman SH-2G. W tym przypadku również sytuacja nie jest zbyt dobra. Maszyny mogą być używane do 2025 roku, ale może to zostać przyspieszone ze względu na zużycie konstrukcji i brak części zamiennych.

Anulowanie zakupu śmigłowców Caracal oznacza znaczące osłabienie polskich zdolności obronnych. Politycy wszystkich opcji, którzy są odpowiedzialni za zbyt długie negocjacje ws. zakupu a także koniec rozmów dotyczących finalizacji kontraktu nie zdają sobie sprawy z efektów ich zaniedbań i głupoty. O narażeniu Polski na duże straty finansowe spowodowane karami umownymi nie wspominając. Tak samo jeżeli chodzi o naszą wiarygodność międzynarodową w zakresie SAR. Lansowane obecnie formacje Obrony Terytorialnej nie będą w stanie wykonać choćby 1% zadań morskich lotników. 

Jako pasjonatowi i badaczowi dziejów Marynarki Wojennej jest mi po prostu przykro z tego powodu i odczuwam niewiarygodną złość pod adresem partyjnych decydentów. Mogę sobie znaleźć inną dziedzinę do badań czy wykonywania fotografii. Nie poniosę przy tym żadnych strat i nikt z tego powodu nie ucierpi. Natomiast ograniczenia zdolności SAR mogą wkrótce kosztować czyjeś życie.

18 komentarze:

  1. Z treści artykułu wynika, jakoby to MW mogła być pierwszym beneficjentem zakupu caracali. Czy to nie jest zbyt optymistyczny pogląd ?. Może poszukajmy innych wśród decydentów z MW ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. BLMW najbardziej i najpilniej potrzebuje dużych maszyn SAR i ZOP. WL i SP nie mają aż takiego noża na gardle jak MW. Oczywiście też trzeba w tych formacjach rozpocząć wymianę sprzętu na nowocześniejszy. Jak chociażby CSAR, który wraz z rozwojem WS wymaga nowego podejścia.

      Usuń
    2. Chciałem napisać "winnych", nie innych. Bo osobiście uważam, że dzisiejszy stan lotnictwa MW to w dużej mierze "zasługa" panów Łukasika i Smolarka

      Usuń
    3. Jak już padły zarzuty pod adresem konkretnych osób to proszę o konkrety :)

      Usuń
    4. No i nie doczekałem się konkretnych zarzutów pod adresem oficerów MW RP.

      Usuń
  2. O jakich karach umownych mowa? Bo z tego co wiadomo, to żadnej umowy nie podpisano - miało to nastąpić po zakończeniu negocjacji offsetowych. To, że podpisano porozumienie na mocy którego dopuszczono Caracala do finalnego postępowania (w tym prób w locie) nie oznacza, że była to umowa... Moim zdaniem niepotrzebne straszenie powtarzane wszędzie dookoła. Oczywiście, jakieś konsekwencje mogą być na linii Polska - Francja lub Polska - UE, ale nadal nie będą to żadne kary umowne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Airbus może skierować sprawę do sądu i wtedy wywalczyć kary umowne. Przetarg na śmigłowce pokazuje również, że Polska jest niewiarygodnym partnerem. Kto wie co jeszcze było zapisane w umowach.

      Usuń
  3. Taki wioskowy argument: "z tego co wiadomo, to żadnej umowy nie podpisano". Drogi Panie Anonimowy: oficjalny przetarg to właśnie umowa. Jeśli staje się do przetargu jako oferent to tym samym podpisuje się umowę, na mocy której zobowiązuje się do wypełnienia swojej oferty (oraz zaręcza o jej wykonalności itp., itd.). I jest to jak najbardziej umowa prawnie wiążąca. To, czego nie podpisano, to ostateczny kontrakt zawierający wszystkie szczegóły transakcji, takie jak kwoty, terminy, formy przekazania, rekompensaty, itp. itd. Odmowa podpisania kontraktu po ogłoszeniu zwycięzcy przetargu to takie samo zerwanie umowy, jak każde inne (ciekawe co by się działo gdyby to oficjalnie Airbus odmówił podpisania kontraktu?...), i trzeba się niestety liczyć z przewidzianymi w tym przypadku konsekwencjami

    OdpowiedzUsuń
  4. Cztery latające SH-2G to spore wyolbrzymienie, dokładnie dwukrotne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, wiem widziałem zdjęcia z PB Hel i nie tylko ;) Niemniej problem jest i to poważny bo SH-2G nie udźwigną całości zadań ZOP na Bałtyku.

      Usuń
  5. MON:
    „to raczej Polska winna domagać się zadośćuczynienia w związku z odmową podpisania umowy offsetowej przez stronę francuską”."Mimo wielu ofert ze strony Polski przedstawianych przez Ministra Rozwoju, strona francuska w ciągu dziewięciomiesięcznych negocjacji odrzuciła polskie propozycje offsetu” „w tej sytuacji Minister Rozwoju, wicepremier Mateusz Morawiecki uznał dalsze negocjacje za bezzasadne”. „W obecnej sytuacji międzynarodowej przedłużanie stanu, gdy brak jest wystarczającej liczby śmigłowców, ma negatywny wpływ na bezpieczeństwo państwa” A więc MON dobrze zdaje sobie sprawę z konsekwencji ale po co mają się wpakować w g... za tak ciężkie pieniądze !?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polska domagała się inwestycji offsetowych w Mielcu i Świdniku czyli bezpośrednich konkurentach Airbusa. Francuzi nie są idiotami żeby wspierać swoich adwersarzy. Swoją drogą offset w Polsce nigdy się nie sprawdzał. Zawsze marnowano szansę na rozwój technologiczny. Morawiecki pewnie sobie zamarzył, że za francuskie pieniądze będzie mógł bawić się w swoje sny o innowacji. A tu klops. No i przy okazji obraziliśmy naszego sojusznika z UE i po części NATO.

      Caracal nie kosztuje ciężkich pieniędzy. To po prostu nowoczesna maszyna bojowa a nie cywilna niedopracowana wersja śmigłowca.

      Usuń
    2. Nie szafowałbym z tym "sojsznikiem", "obrazą" itd. Francuzi z Chiraciem zasłużyli sobie na takie traktowanie ze strony PL. Pamiętajmy z lekcji historii kto zawsze nas zawodził w sferze militarnej. Nie ma drugiego takiego "sojusznika", który w dodatku siedzi w kieszeni Niemców. Wypowiedź nie ma na celu podważania, czy popierania decyzji polityków. Jest tylko zwróceniem uwagi na akcenty w związku z zerwaniem negocjacji. W biznesie nikt się nie obraża, szczególnie jeśli chodzi o takie pieniądze. Tyle.

      Usuń
    3. Co do lekcji historii to polecam artykuł mojego przyjaciela dr. Męczykowskiego o tym czy faktycznie zostaliśmy zdradzeni
      https://histmag.org/Wrzesien-1939-Czy-zostalismy-zdradzeni-10009

      Natomiast co do wartości Francji jako sojusznika to właśnie ten kraj jako pierwszy podjął działania po rozpoczęciu kryzysu na Ukrainie. Rafale i Mirage w Malborku. Nie wspominając, że anulowano dostawy sprzętu do Rosji.

      Co do siedzenia w kieszeni u Niemców to praktycznie cała Europa u nich siedzi. Niemców też bym nie obrażał bo to oni mają największy wkład w rozwój naszego potencjału obronnego. Mi-24, Mig-29, Leopardy A4\5.

      Francja może przez jakiś czas robić pod górkę w przetargach zbrojeniowych. Cytując klasyka - Nie warto było...

      Usuń
  6. Wszystko się zgadza to co piszesz ale według mnie pod względem ekonomicznym nam się to nie opłacało. I szczerze mówiąc wolałbym aby te pieniądze zostały wydane w Polsce. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma możliwości żeby pieniądze na śmigłowce CSAR\SAR i ZOP zostały w Polsce. Nawet jeżeli będzie to Mielec czy Świdnik to i tak trafią do właścicieli czyli odpowiednio Amerykanów i Włochów. Przy okazji ich produkty nie spełniają podstawowych kryteriów służby w wojsku.

      Usuń
  7. Drodzy Państwo MW w pierwszej kolejności, ale WL też potrzebują śmigłowców! Najlepiej w tej sytuacji wygląda np. EDS bo mają Mi-17 kilkuletnie. WL nie może w nieskończoność latać Mi-8 i Mi17 z lat 80-tych. Z lotniczym pozdrowieniem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko czy WL potrzebują Caracali? Do CSAR jak najbardziej, ale do zwykłego transportu powinien być osobny przetarg.

      EDS tak samo powinna mieć osobny przetarg na sprzęt lotniczy. Generalnie bezsensem jest jedna wspólna platforma śmigłowcowa.

      Usuń